|
środa, 24 marca 2010
Policyjny maraton 2010
Mieszkam tu juz tyle lat i do tej pory nigdy, przenigdy nie mialam bezposrednio kontaktu z niemiecka wladza. Ale mamy rok 2010- moj specjalny, jezeli chodzi o tego typu kontakty: W styczniu Pan z Turcji slizgiem wjechal mi w tylek samochodu- ja sobie w tym czasie spokojnie stalam na swiatlach. Po tym jak usilnie mnie przekonywal, ze "Pani patrz, nic nie ma" i nie chcial dac karty z ubezpieczenia, zadzwonilam po policje. To byl moj pierwszy zapisek "Aktenzeichen" w kartotece. Zaraz na poczatku lutego, podczas podrozy sluzbowej do Berlina wlamali nam sie do samochodu i ukradli moja torbe- z dokumentami sluzbowymi, kluczami do domu, moim portfelem (oczywiscie z wszystkimi dokumentami m.i. polski dowod, polskie prawo jazdy itd.). Dobrze, ze telefon mialam w kieszeni przy sobie, to szybko zawiadomilam bank. Tym razem komisariat w Berlinie i nowy "Aktenzeichen". Rowno miesiac pozniej w studium kosmetycznym, w bialy dzien (bylo nas ok 6 osob- nie liczac 3 kosmetyczek- w tym 3 z nas byly "szlifowane na pieknosc") ukradziono mi telefon komorkowy (mial miesiac!!!) ze stolika. Moj Max sie nim bawil, wybiegl na zewnatrz, telefon ktos zabral. "Ktos"- wiedzielismy kto, ale nie bylo jak tego udowodnic. Na policje, wiec- i nowy "Aktenzeichen". Ale- moze zla passa sie odwrocila. Wczoraj- po 1.5 miesiaca zadzwonili z Berlina, ze zostala znaleziona moja torba!!! Bez portfela i dokumentow- ale z dokumentami sluzbowymi i moja sliczna torba jest znowu w domu!!! Kto by pomyslal...! Az sie boje kwietnia :)
środa, 17 marca 2010
Kariera ...i jej swiadome planowanie, czesc 2.
...tja- moje doswiadczenie blogowe pokazuje, ze nie mam pojecia jak wstawic zdjecie i tekst w jednym wpisie. Wstyd! Ale ciagle dostaje error-wiadomosc, ze moj system nie wspomaga beta itd. Wiec bedzie dwukrotnie z tym samym tytulem. Od pierwszego semestru na uczelni w Normyberdze (a bylo to baaaardzo dawno temu :))), slyszalam z kazdej strony o tym jak bardzo wazne jest swiadome "Karriereplanung"- juz od poczatku studiow. Czyli- od poczatku studiow pracowac w "dobrych" firmach, szukac kontaktow, wybierac "dobre" praktyki itd. Wyjezdzac, szkolic jezyki- jednym slowem, byc tym "niezastapionym talentem" w kazdej firmie. Teoria dobra, ale w praktyce trudno mi bylo ja stosowac. Biorac pod uwage, ze moj jezyk niemiecki nie byl jeszcze na dzisiejszym poziomie, pozwolenia na prace mielismy tylko na 90 pelnych dni albo 180 pol-dni- trudno bylo stosowac praktyke w teorii. No i ciagla walka o przetrwanie (praca oczywiscie ponad dozwolona stawke dniowa (na targach, party service, knajpy, tlumaczenia itd.)) Studia skonczylam i NIC. Bo w 2003 nie bylismy jeszcze w EU, wiec jedynym wyjsciem bylo zalozenie prywatnej dzialalnosci i szukanie firmy, ktora na cos takiego sie zgodzi. Horror- ale to juz przeszlosc. Czyli planowanie kariery i wybieranie firmy, ktora jest ta "moja", dla ktorej z calym sercem poswiece moj czas itd. (teoretycznie!!!) redukowaly sie do pytania "kto mnie zatrudni" bez pozwolenia na prace i pobyt??? Ale i to minelo. W obecnej firmie pracuje juz od 5 lat. Jest miedzynarodowo i w sumie ciekawie. W sumie- bo mi zawsze cos brakuje. Ale moje Panie- nigdy nie jest za pozno na planowanie "kariery"- pojecie bardzo wzgledne dla kazdego. Dostalam od znajomych informacje o programie "Frauen in Führung! Coaching _ Workshops _ Netzwerk" - projekt EU i miasta Hamburg wspomagajacy kobiety, ktore "chca" na kierownicze stanowiska- albo juz tam sa i musza nauczyc sie "meskich regul gry". Dziewczyny z Niemiec- podobno ten projekt jest juz w innych miastach poza Hamburgiem np.- Kolonii (http://www.hamburger-karriereschmiede.de/) Pierwszy 2-dniowy workshop pod koniec kwietnia. Bede informowac na biezaco. Bedzie nas 15 kobiet. Strasznie jestem ciekawa, do jakich wnioskow dojdziemy - kazda z osobna- i jako grupa. Bede informowac :)
wtorek, 16 marca 2010
Buszuje
od wczoraj po blogach, nadrabiam zaleglosci i stwierdzilam, ze moj wlasny blog zarasta kurzem:) Odswiezylam mu szablon- bede eksperymentowac dalej. Grypsko mnie dopadlo podczas pobytu w Bristol. Tam juz bylo tak ladnie slonecznie. Cienka kurtka, cienki sweterek, buzia wystawiona do slonca. Marzenie!!! A po powrocie do zimowego jeszcze Hamburga bol gardla, katar itd. Poleze sobie do srody o poodpoczywam po urlopie :) No to buszuje dalej.
czwartek, 25 czerwca 2009
Lotniskowo...
Natchniona opisami Senty - jej podrozy i sytuacji na lotniskach teraz moj opis wczorajszej "wyprawy" (praca) do Madrytu. Polaczenie wybralam z przesiadka, zebym do poludnia mogla jeszcze popracowac i przygotowac reszte dokumentacji na rozmowy z klientem w Madrycie. Z firmy wyjechalam o czasie, nawet z godzina do przodu. Stojac na lotnisku przed automatem do check in pomyslalam, ze ciekawe jak to jest, jak sie nie ma dowodu albo paszportu- bo to byl pierwszy krok (zeskanowac dowod albo paszport) do dostania karty pokladowej. I w tym momencie z szybkoscia blyskawicy przelecialo mi przez glowe, ze JA nie mam dowodu, bo przed dwoma dniami dalam go mojej Mamie, zeby odebrala paczke w moim imieniu!!! Nie spanikowalam jeszcze, o nie- mialam na szczescie troche czasu. Zadzwonilam do T.- dobrze, ze mial wolne tego dnia I za godzine byl na lotnisku z paszportem I dowodem. Poczlapalam do mojego samolotu i przegladajac papiery zastanawialam sie, dlaczego nie ma boarding (bylo juz 10 minut po czasie) i nikt sie nie stresuje. Az zobaczylam na tablicy, ze nas samolot bedzie o godzine spozniony. Wylot dopiero o 15:30. Samolot byl do Zurichu. Tam mialam 30 minut na przesiadke na samolot do Madrytu. Czyli z gory bylo wiadomo, ze na Madryt juz nie zdaze. A to byl jedyny juz samolot tego dnia z Zurychu do Madrytu. Swiss Air nie pozwolil przebukowac nas w Hamburgu- musielismy najpierw poleciec do Zurychu, zeby tam zadecydowali jak polecimy dalej. Dolecielismy na 17-ta do Zurychu. Tam chaos na lotnisku- nie bardzo wiedzielismy gdzie isc itd. Moj dalszy lot, o 19tej byl do …Frankfurtu!!! Czyli z powrotem do Niemiec, zeby stamtad o 21:30 wyleciec do Madrytu. Takze przepadla juz kolacja z klientami w pieknej madryckiej restauracji... Zarowno samolot do Frankfurtu jak i samolot do Madrytu mialy ok. 30- 40 minutowe spoznienia. Czas ten spedzalismy siedzac w maszynie i czekaja na pozwolenie startu. W Madrycie wyladowalismy o 24:00 tej. Ale i tam spedzilismy 25 minut krazac po lotnisku, bo Hiszpanie nie mogli sie zdecydwac, gdzie wolno nam zaparkowac. Wsciekla, zmeczona i prawie z zero nadzieji ,ze moj bagaz tez dolecial stalam przy odbiorze bagazu- ale …niewiarygodne- dolecial!!! Torby w garsc i do hotelu (zaraz przy lotnisku). Rzad taxi, Pan bardzo uprzejmy, gadka po hiszpansku, bagaz zapakowany ….jedziemy. Po tym jak powiedzialam, do jakiego hotelu jade- Pan wsciekly jak nic. Niby ja nie winna- ale stal juz 2 godziny czekajac na kurs (a wczoraj football i ruchu nie bylo) a ja tu jade do hotelu pod lotniskiem!!! Mowie mu Panie - sorry, ale ja przez ostatnie 12 godziny latalam po Europie bez celu I juz mi wszytko jedno- wiez mnie do hotelu! Zaplacilam mu 18 Euro zamiast 6 i pozegnialismy sie po przyjacielsku narzekajac jak nam ciezko I pocieszajac sie wzajemnie. Pan odjechal a ja w hotelu dowiaduje sie, ze nie ma mojej rezerwacji. No nie ma- bo Pan zawiozl mnie do innego hoteu. Mialo byc NH Barajas, a pan zawiozl mnie do Melía Barajas. Tja…byla juz 1-sza w nocy i wiedzac,ze mam wstac o 6 tej rano nie mialam juz sily jechac do “mojego” hotelu. A dzisia, piszac ta notkej siedze juz wlasnie w samolocie do Hamburga - tym razem bezposrednim J. Rozmowy poszly znakomicie, cen nie opuscilismy, reklamacje byly nieuzasadnione – wiec moje wczorajsze latanie nie poszlo na marne J. Podrozy samolotwych na ten miesiac wystarczy :)))
piątek, 27 czerwca 2008
Urodzinowo
Swietowalismy w ubieglym tygodniu. Duzo! W pracy, w domu, nawet u klienta w Berlinie, bo akurat w dzien urodzin musialam tam jechac. Sliczne prezenty, duzo serdecznosci i dobrych slow. Miedzy innymi zyczenia mojej Au-pair Mamy: ...niby ja to wszystko wiem i innym tez bym to napisala, ale...u siebie samej tak trudno to zastosowac. Bo ta moja niecierpliwosc!!! Wszystko musi byc juz i teraz postanowione i od razu wykonane :))) 32 lata skonczone! Moze i cierpliwosc z czasem przyjdzie...
środa, 06 lutego 2008
Absage...
tja...trudno sie mowi. Zycie toczy sie dalej. Mimo, ze jestem troche (bardzo) zawiedziona... Widocznie nie jest mi pisane w najblizszym czasie pozegnac sie z technicznymi problemami moich klientow :). Adiós Projektleitung in der Außenwirtschaftsberatung der Handwerkskammer...
wtorek, 29 stycznia 2008
Nosilo mnie, nosilo...
i wynosilo :) Dubaj bedzie! Tylko 10 dni w kwietniu, ale przynajmniej mam sie juz na co cieszyc. W pracy bylo miedzynarodowo w ubieglym tygodniu- wielki Sales Meeting 2008 - zjazd pracownikow z calego swiata. Bardzo lubie takie "wydarzenia" - przez kilka dni mam swoich Polakow, Hiszpanow i Brazylijczykow na zywo. Na zakonczenie sales-tygodnia w piatek byla wielka impreza z tancami do samego rana. Sobota spisana na straty, bo ciezko mi bylo wstac z lozka :) I znowu zdalam sobie sprawe, ze to co robie na codzien to nie jest moje powolanie. Musze do ludzi, musze rozmawiac, przekonywac, zalatwiac, organizowac- najlepiej w kilku jezykach. Wtedy czuje sie w swoim zywiole. Cos nowego pojawilo sie na horyzoncie- w tym kierunku, ale boje sie zapeszyc,wiec na razie cicho sza :) I tyle na dzis :)
sobota, 19 stycznia 2008
Nosi mnie...
chec wyjazdu! Chociazby na krotko- tydzien, dwa, miesiac - albo tylko weekend. Chcialam do Nowego Jorku. I co? Nic- bo taki malpi cyrk z dostaniem wizy- nawet tej turystycznej, ze mi sie odechcialo wyjazdu. Rozmowa w ambasadzie w Berlinie, masa papierow (m.i. zaswiadczenie od pracodawcy o zarobkach itd.) i pewnie z moim szczesciem na koniec sie okaze, ze i tak mi tej wizy nie dadza :)! Moze Dubaj? Albo po prostu Hiszpania? Styczen- miesiac planow. W pracy planowanie szczegolowe planowanie roku - nie tylko w sensie wzrostu sprzedazy, nowych projekto, nowych pracownikow itd- ale tez jezeli chodzi o urlopy, szkolenia itd. A mnie juz nosi...Bo chce czegos nowego- nowych ludzi, nowych wyzwan! Codziennosc zrobila sie tak "blogo-spokojna"- w pracy pozycja stabilna, zaczely sie nawet drobne wyjazdy do niemieckich klientow a w lutym nawet 2 dni w Barcelonie. Wrednej szefowej sie pozbylam- jeszcze tylko od czasu do czasu musze z nia wspolpracowac- ale nie jestem juz od niej zalezna. I tak mi z tym dobrze! Baaardzo dobrze...Max zdrowy i fajny. Milosc kwitnie. Niby wszystko tak jak zawsze chcialam- stabilnie i pewnie, ale... No wlasnie - ALE! Moze to wina pogody- bo za oknem deszcz bez przerwy, ponuro i ciemno. I tak mnie zebralo na filozofowanie :)
niedziela, 23 grudnia 2007
Horoskop 2008
...wlasnie sobie przeczytalam i widze, ze zapowiada sie bardzo "ciekawie", szczegolnie jesli chodzi o zycie zawodowe... Pozyjemy, zobaczymy! "To trudny ale zarazem ciekawy rok dla Bliźniąt. Czas wzmożonego wysiłku i ograniczeń. Problemów rodzinnych, materialnych strat i przegapionych szans. Wszelkich interesów i spraw należy pilnować bardzo dokładnie. P R A C A
Początek roku bardzo nerwowy. W centrum uwagi znajdzie się praca zawodowa. Napięcia ze zwierzchnikami przerodzą się w otwarty konflikt. Mimo dużego zaangażowania nie można liczyć na awans. Na drodze do celu staną różne ograniczenia i przeciwności. Tylko upór i determinacja pozwolą przetrwać ten rok i utrzymać się na powierzchni. Pomiędzy kwietniem a wrześniem, pojawi się konieczność podjęcia ważnej życiowej decyzji. Być może wtedy, niektóre Bliźnięta zdecydują się na emigrację. Druga połowa roku a szczególnie okres jesieni okaże się najtrudniejszy. W grudniu, poczujecie się już mocno zmęczone i wyczerpane. Na pocieszenie dodam, że konsekwencje tych niepowodzeń nie są nieodwracalne. " |
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Tutaj zagladam
|