|
Blog > Komentarze do wpisu
Policyjny maraton 2010
Mieszkam tu juz tyle lat i do tej pory nigdy, przenigdy nie mialam bezposrednio kontaktu z niemiecka wladza. Ale mamy rok 2010- moj specjalny, jezeli chodzi o tego typu kontakty:
W styczniu Pan z Turcji slizgiem wjechal mi w tylek samochodu- ja sobie w tym czasie spokojnie stalam na swiatlach. Po tym jak usilnie mnie przekonywal, ze "Pani patrz, nic nie ma" i nie chcial dac karty z ubezpieczenia, zadzwonilam po policje. To byl moj pierwszy zapisek "Aktenzeichen" w kartotece. Zaraz na poczatku lutego, podczas podrozy sluzbowej do Berlina wlamali nam sie do samochodu i ukradli moja torbe- z dokumentami sluzbowymi, kluczami do domu, moim portfelem (oczywiscie z wszystkimi dokumentami m.i. polski dowod, polskie prawo jazdy itd.). Dobrze, ze telefon mialam w kieszeni przy sobie, to szybko zawiadomilam bank. Tym razem komisariat w Berlinie i nowy "Aktenzeichen". Rowno miesiac pozniej w studium kosmetycznym, w bialy dzien (bylo nas ok 6 osob- nie liczac 3 kosmetyczek- w tym 3 z nas byly "szlifowane na pieknosc") ukradziono mi telefon komorkowy (mial miesiac!!!) ze stolika. Moj Max sie nim bawil, wybiegl na zewnatrz, telefon ktos zabral. "Ktos"- wiedzielismy kto, ale nie bylo jak tego udowodnic. Na policje, wiec- i nowy "Aktenzeichen". Ale- moze zla passa sie odwrocila. Wczoraj- po 1.5 miesiaca zadzwonili z Berlina, ze zostala znaleziona moja torba!!! Bez portfela i dokumentow- ale z dokumentami sluzbowymi i moja sliczna torba jest znowu w domu!!! Kto by pomyslal...! Az sie boje kwietnia :) środa, 24 marca 2010, feliz76
|
|